Wspomnienie o śp. S.M. Julii Kuraś !!!
2021-01-28

Wspomnienie o śp. S.M. Julii Kuraś !!!

Siostra M. Julia od Miłości Jezusa Ukrzyżowanego (Anna Kuraś) Urodzona 27.07.1960 r. Zmarła w szpitalu w Krakowie 23 stycznia 2021 r.

„ Nie Ty, duszo wybrałaś Mnie, lecz Ja cię pierwszy przejrzałem,

wybrałem i miłością moją pociągnąłem”.

                                                                                  /Matka Założycielka/

 

„Na przestrzeni minionego czasu, przeżytego w Nazarecie wzrastała we mnie świadomość autentyczności tych słów. Wiem, że to Pan sam mnie wybrał i w swej odwiecznej miłości przygotował mi miejsce w tym Zgromadzeniu. Jest to dar, który Bóg złożył mi z zaufaniem, że go nie zmarnuję.” Tymi słowami s. Julia rozpoczęła prośbę do Siostry Prowincjalnej o dopuszczenie do złożenia ślubów wieczystych. Dziś u krasu ziemskiej drogi możemy z całego serca poświadczyć, że prawdziwie nie zmarnowałaś Kochana Siostro Julio łaski powołania, a cierpienie, jakie przyjęłaś z rąk Oblubieńca uczyniło Cię Niewiastą mądrą, piękną i szlachetną.

S. Julia (Anna Kuraś) urodziła się 27.07.1960 r., jako drugie dziecko w pięknej wielodzietnej, głęboko wierzącej rodzinie Katarzyny i Edwarda Kuraś. Jej rodzeństwo to Stanisław - kapłan, Anna, Leszek, Wiesława, Danuta, Czesław, Kazimiera, Agata i Jacek. Do szkoły podstawowej uczęszczała w Łętowni. Po ukończeniu szkoły krawieckiej w Rakszawie podjęła pracę zawodową, by wspomóc rodziców w wychowaniu i kształceniu młodszego rodzeństwa.

W miejscowości Łętownia, w której wzrastała s. Julia, w 1978 roku na prośbę Ks. Bpa Ignacego Tokarczuka, Prowincja Krakowska Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu otworzyła swoją placówkę. Do tej właśnie rodziny zakonnej w Krakowie, 30 sierpnia 1981 r. została przyjęta Anna Kuraś.

Po pełnym radości i entuzjazmu okresie postulatu, przeżytym w domu prowincjalnym w Krakowie, w sierpniu 1982 roku w Częstochowie rozpoczęła formację nowicjatu otrzymując imię Siostra Julia. Na wiosnę 1984 roku, po przechodzonej grypie rozpoczęły się Jej problemy ze zdrowiem. Infekcja grypowa pogłębiła wcześniej niezauważoną przez lekarzy wadę i spowodowała poważne ubytki w sercu. W październiku tego roku, w Klinice Kardiochirurgii przy ul. Prądnickiej w Krakowie (gdzie przebywała trzy miesiące) została poddana operacji na otwartym sercu. Dzień przed operacją przełożona prowincjalna - s. Stanisława Niemeczek, w domu Matki Bożej Łaskawej w Krakowie przyjęła Śluby Zakonne s. Julii – Nowicjuszki (na wypadek śmierci).

Po rekonwalescencji w sanatorium w Rabce, w dzień imienin Matki Założycielki - 9 marca 1985 roku, w Kaplicy domu nowicjatu złożyła I Śluby. Po krótkim pobycie w domu św. Antoniego w Olsztynie, z uwagi na potrzebę częstych badań i kontroli lekarskich została przeniesiona do Domu Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie, gdzie przeżyła większość swojego życia.

S. Julia, mimo swoich zdrowotnych ograniczeń, była niesamowicie pracowita i rozmodlona. Służyła pomocą w domowych obowiązkach wszędzie tam, gdzie były braki personalne. Wiele sióstr i różnych osób powierzało Jej swoje troski i kłopoty.

Kochała naszą Matkę Założycielkę, dopóki służył Jej wzrok, często rozważała Jej pisma. Bardzo drogie Jej sercu były Błogosławione Siostry Męczenniczki z Nowogródka. Od nich uczyła się świętości przekładając ją na własną drogę życia - świętości, której pragnęła i o którą się modliła. Z ogromną cierpliwością i pogodą ducha przeżywała swoje życie. Często zaskakiwała inteligentną spostrzegawczością i trafnym komentarzem, choć starała się być powściągliwa w słowach, by nikogo nie zranić, by nie mówić o innych źle, zawsze wyczulona i otwarta na potrzeby drugich. Mimo długoletniej choroby pamiętała o bliskich i na różne sposoby starała się to okazać. Bardzo kochała swoją rodzinę. Nie ustawała w modlitwie prosząc o moc w cierpieniu dla swojej Mamusi.

Wciąż wpatrzona była w Jezusa Ukrzyżowanego - Miłość Jej życia. Uczyła się trwać, kochać i cierpieć jak On. Poszukiwała swojej drogi do zjednoczenia z Bogiem i ogarnięta Jego Miłością starała się rozpoznawać wolę Bożą w stosunku do siebie. Drugą Miłością Jej życia była Maryja, nigdy nie rozstawała się z Różańcem i Szkaplerzem.

Na te niedopełnione 40 lat życia w Nazarecie zaplanował dla Niej Bóg bardzo wiele, bo aż 35 lat cierpienia;  wizyt u lekarzy, odwiedzania przychodni i szpitali. Dla lekarzy s. Julia była niezwykłą pacjentką wymykającą się niejednokrotnie z medycznych schematów i doświadczeń.

Nawet w największym cierpieniu i chorobie, swój krzyż podejmowała nie z przymusu, lecz z ochotą, bez słowa skargi i użalania się nad sobą, szczególnie ofiarowując go za Kościół, Ojczyznę, Nazaret i kapłanów. Nikogo nie chciała obciążać swoją chorobą, nie szukała współczucia. Pomimo braku sił, chciała do końca wypełnić Wolę Bożą. Zawsze pamiętała, że wszystko co czyni, czyni ze względu na Miłość do Jezusa Ukrzyżowanego. Nie jeden raz ocierała się o śmierć. W lutym 2003 roku na Oddziale Hematologii w Krakowie towarzyszyła umierającej na nowotwór 40-letniej rodzonej siostrze, Danusi.

25 stycznia 2013 roku, świadoma pogarszającego się stanu zdrowia i znacznej utraty wzroku zwróciła się do przełożonych z prośbą o przeniesienie do domu prowincjalnego. Pisała wtedy:

„(…) pragnę przedstawić stan mojej świadomości co do uczestnictwa w życiu wspólnoty mojego ukochanego Nazaretu. Zdaję sobie sprawę z wielości schorzeń, jakimi jestem „obdarowana”… Zdaję sobie sprawę, że każdy nowy dzień jest dla mnie niepojętym darem Miłosiernego Ojca! Zdaję sobie sprawę, że muszę być zdana na miłosierdzie moich Przełożonych i Współsióstr, że może dla niektórych jestem uzasadnionym ciężarem. Wydaje mi się jednak, że mogłabym jeszcze choć trochę, zanim Pan wezwie mnie do siebie, skorzystać z możliwości jakie są w Domu Prowincjalnym…? Myślę tu o rekolekcjach, dniach skupienia, czy nawet jakichś drobnych zajęciach, w których mogłabym być jeszcze pomocna?

Nie ukrywam, że kocham Dom Matki, ale coraz trudniej jest mi poruszać się samodzielnie i najczęściej jestem zdana całe dnie spędzać w celi.

Piszę to, bo podczas rozmowy wizytacyjnej otrzymałam „zielone światło”. Proszę jednak przemyśleć moją prośbę, a ja postaram się przyjąć z wiarą to, co będzie z Jego ręki. Na koniec chcę zapewnić, że noszę w  sercu wielką wdzięczność za Nazaret i oddaję Bogu wszystkie moje małe i większe cierpienia oraz modlitwę za Kościół, za Nazaret, za Ojczyznę, za kapłanów i  za  tych, których  On  Sam  pozwolił  i  pomaga  mi  kochać.

Dziękuję za zrozumienie i za SERCE!

Z modlitwą - S. Julia od Miłości Jezusa Ukrzyżowanego”

 

W pamięci sióstr s. Julia pozostaje jako człowiek niezwykłej cierpliwości i męstwa, cicha Apostołka  przez cierpienie i modlitwę, bo nie marnowała czasu, każdą chwilę wykorzystując na modlitwę, klęcząc w kaplicy czy swoim pokoju. Ukryta, uśmiechnięta, subtelna, nie rozczulająca się nad sobą, cicha, serdeczna, przyjacielska, opanowana, rozmodlona, z uległością przyjmowała wolę Bożą, cieszyła się każdą chwilą życia, choć żyła na kredyt od nowicjatu.

Ostatnie dwa tygodnie życia s. Julia spędziła w szpitalu. Odjeżdżając z domu przeczuwała, że już tu nie wróci. Przyjęła i ten krzyż wiedząc, że będzie sama, zdana na łaskę i życzliwość innych. Opatrzona w piątek sakramentami świętymi, odeszła w sobotę na spotkanie ze swym jedynym Oblubieńcem prowadzona przez ukochaną Niepokalaną Maryję.

Kochana Siostro Julio, dziękujemy Ci za Twoje życie, powołanie, miłość do Jezusa i Świętej Rodziny. Odpoczywaj w pokoju.